POLITYKA PRYWATNOŚCI CHROBRY-GLOGOW.PL


W ramach naszego serwisu internetowego stosujemy pliki cookies.
Szczegółowe informacje dotyczące stosowania cookies dostępne są w "Polityce prywatności".

X
Herb Chrobry

chrobry głogów S.A.Strona oficjalna

SKLEP
Dzisiaj jest03.12.2021
facebook_glogów glogów_twitter glogów_youtube glogów_instagram glogów_mah glogów_mok

Trener odpowiada (cz. 1)

27.11.2012 Autor: ŁJ Źródło: własne


- To najbardziej grzeczna drużyna, w jakiej kiedykolwiek grałem bądź którą kiedykolwiek prowadziłem. Teraz widzę, że za grzeczna - mówi w pierwszej części obszernej rozmowy trener Chrobrego Głogów Ireneusz Mamrot.
 
 
Po takiej rundzie, czy nawet po całym roku, jest Pan bardziej załamany czy wściekły?
Jedno i drugie. Choć "załamany" to złe słowo. Bardziej rozczarowany. Oczekiwania były inne. O ile wiosną na ogólną postawę miały wpływ czynniki pozasportowe, czego nie chciałbym roztrząsać, o tyle teraz już nie. Zbudowałem drużynę taką, jaką zbudować chciałem. Na chłopaków nie mogę powiedzieć złego słowa, jeśli chodzi o zachowanie i podejście do treningów. Niestety, zawiodły błędy indywidualne. Dlatego tym razem o rozstaniu będą decydować tylko względy sportowe. Pożegnamy się z tymi osobami, na których się zawiedliśmy. Jednak szkielet drużyny zostanie. Dlatego jestem pewien tego, co teraz powiem: przy dwóch, trzech wzmocnieniach jesteśmy w stanie grać dużo skuteczniej.

Dopiero chyba ten rok to taki zawodowy kopniak w trenerskiej karierze?

Wcześniej miałem dużo lepsze rezultaty. Raz z celem w postaci utrzymania skończyliśmy z drużyną na ósmym miejscu. Kopniak to dobre słowo. Dla mnie, jako trenera, ten rok to także olbrzymie doświadczenie. Nie ma szkoleniowca, który czegoś takiego nie przeżył. Porażki to część zawodu. Teraz akurat one mnie dosięgły, ale jestem człowiekiem, który mocno analizuje mające miejsce sytuacje, wydarzenia. Głęboko sięgam po wnioski. Nie jest więc tak, że zwalam winę na tego czy tego. Za wszystko to ja odpowiadam i w pierwszej kolejności to siebie muszę rozliczyć. To są chwile, które dużo w życiu uczą. W tym momencie wychodzi, na kim można polegać, a na kim nie. Przy sukcesie poznaje się wielu ludzi. To sami przyjaciele. Klepią po ramieniu, chwalą. A wobec porażek grono życzliwych się zawęża.

Wielu przeszło na drugą stronę?
Nieważne. Problem polega na czymś innym. W tym wszystkim powinno być miejsce na jakieś zasady. A niektórzy widząc leżącego człowieka, jeszcze go kopią. To uczy dystansu.

Może wcześniej wszystko szło zbyt łatwo? Jeden awans gonił drugi.
Być może, ale to nie tak, że wtedy wyniki przychodziły same. Kryła się za nimi duża praca. Budowałem zespoły od podstaw charakterologicznie. Dziś, z perspektywy czasu widzę, że to dużo ważniejszy element, niż same umiejętności piłkarskie. W przeszłości prowadzone przeze mnie drużyny naturalnie ustępowały Chrobremu pod względem sportowym, natomiast jako całość wyglądały lepiej. Tam jeden za drugim skoczyłby w ogień i to było widać na boisku. W Chrobrym tutaj jest problem. Ta runda bezlitośnie to pokazała. W momencie niepowodzeń zabrakło lidera, który potrafiłby wstrząsnąć szatnią, uczyć resztę identyfikować się z klubem. Nie było autorytetu.

Materiałem na lidera powinni być Mateusz Hałambiec lub Krzysztof Ulatowski.
Te osoby spełniają takie role, ale na boisku. Żaden z nich nie cofnie nogi. Mało tego, wkładają głowę tam, gdzie inni z nogą się cofają. W szatni już nie są takimi osobami. Poza boiskiem towarzyszy im dużo większy spokój. Swego czasu, oglądając program w Canal+, widziałem zachowanie Kazimierza Węgrzyna w szatni Pogoni Szczecin. To, jak nią wstrząsnął, robiło wrażenie. Szkoda Krzyśka, bo ma ekstraklasową przeszłość i rzeczywiście byłby dobrym materiałem na lidera. Choć zauważam pewne pozytywne zmiany w tym kierunku.

Nie było więc męskich rozmów w kryzysowych momentach?
To nie tak, jednak nie zawsze trenerzy mogą wychodzić z inicjatywą. Są pewne kwestie, które muszą poruszyć tylko zawodnicy. We własnym gronie. Powiem tak: to jest najbardziej grzeczna drużyna, w jakiej kiedykolwiek grałem bądź którą kiedykolwiek prowadziłem.

Za grzeczna?
Tak, zdecydowanie. Dla trenera do dobra sytuacja w momencie, gdy drużyna będzie wygrywać. Ale w obliczu porażki, w trudnych chwilach musi być osoba o nieco innym charakterze. Nie wszyscy taką lubią. Ta słyszy więc różne uwagi pod swoim adresem. Tym nie może się jednak przejmować, bo decyzje podejmuje nie pod siebie czy publikę, tylko pod drużynę. U nas to się dopiero tworzy i liczę, że długa przerwa zimowa jest wystarczająco długim okresem, by mieć taką osobę.  

Czyli piłkarze się nie dobrali? W sumie to nie biło od nich atmosferą.
W szatni nie było żadnych konfliktów, jeśli o to chodzi. A atmosferę buduje wynik. Wiele razy widziałem, gdy nie najlepszą otoczkę szybko poprawiały trzy, cztery wygrane z rzędu spotkania. U nas nawet w momencie takich wyników nie dochodziło do spięć. Wiadomo, że w ponad 20-osobowej grupie nie każdy będzie darzył się sympatią, ale chodzi o szacunek. Niedawno czytałem wypowiedź Xabi Alonso, który stwierdził, że poza szatnią nie rozmawia z Ronaldo, ale nie przeszkadza mu to, by wychodząc na boisko pracować na niego. Na tym to polega.  

Były jakieś błędy w doborze zawodników przed sezonem?
Podam przykład. Problem Rafała Otwinowskiego nie polegał na umiejętnościach piłkarskich. Pochodził ze Śląska, poza którym przebywał niemal cały czas. W podświadomości tęsknił za rodziną, klimatem, inną specyfiką szatni. Nie potrafił się w tej zmianie odnaleźć. A obserwując zawodnika na boisku, nigdy nie wiemy, jaka jest jego mentalność. Ocenia się go dopiero po porażkach. Bo w momencie kilku wygranych meczów, prowadząc po 3-4:0, sam wejdziesz na boisko na ostatnie dziesięć minut i będziesz dobrze grał. Co do niektórych ten charakter rzeczywiście zawiódł. Mają przecież umiejętności, by grać nawet wyżej, tylko czegoś brakuje. Czegoś innego.

A w trakcie rozgrywek zrobiono wszystko, aby drużyna wyszła z tego dołka?
Nie wiem czy przez cała lata mojej pracy uzbierałoby się tyle rozmów motywacyjnych, ile było teraz podczas jednej tylko rundy. W pewnym momencie to był już przesyt. Chcieliśmy wyjść z tego marazmu i próbowaliśmy, ale w piłce jest taka zasada, że jak nie idzie, to nie idzie. O drugim miejscu na koniec rundy jesiennej przed rokiem dziś już nikt nie mówi, ale wtedy tak naprawdę stwarzaliśmy po dwie, trzy sytuacje w meczu, strzelaliśmy bramkę, walczyliśmy, a przeciwnik przy podobnej ilości okazji nie trafiał, a jeśli już, to zdobywał o tego jednego gola mniej. Wtedy jak szło, to już wszystko. Teraz jest odwrotnie. A przykładów na to jest kilka. Choćby mecz z Bytovią. Mniejsza o to, że bramka na 2:2 padła po doliczonym czasie gry. Szok, że takie coś w ogóle wpadło. Jest też inne powiedzenie. Suma szczęścia wychodzi na zero. Tak szczerze, poza wygranym meczem z Zagłębiem, w którym równie dobrze mógł być remis, w żadnym innym nie dopisało nam szczęście. Zwykłe szczęście. W żadnym.

Podsumujmy poszczególne formacje. Zacznijmy od bramkarzy. Kilka meczów niestety mocno obciąża ich konto. O co chodzi?
Na te pytanie odpowiedzieć najłatwiej, ale jednocześnie najtrudniej. Nawet nie chce się komentować, żeby znów publicznie po kimś nie jechać. Moją rolą jest widzieć takie błędy, których nie dostrzega kibic. A najgorsze było to, że popełniano kiksy, które wychwyci nawet osoba nie znająca się na futbolu. To robi za odpowiedź na pytanie. Każdy z obecnych bramkarzy dostał szanse. Michael Mikołajczuk może nie zagrał w drugiej lidze, ale z drużyną trenował, a rywalizując w rezerwach również nie ustrzegł się błędów. Jest więc duży problem. Nie ma sensu ukrywać, że w poszukiwaniach trzeba pójść w kierunku bramkarskim.

Jak oceniać obronę, skoro z jednej strony są solidni zawodnicy, a z drugiej kilka spotkań także mocno obciąża konto tej formacji?
Ocena za obronę powinna bardziej pójść w kierunku indywidualnym, a nie całej formacji. Tu solidnie wyglądał Adam Samiec, w drugiej części Krzysiek Ziemniak i Michał Bukraba. Niektórym błędy zdarzały się za często. Już nie chcę wymieniać nazwisk, bo nie o to chodzi. Zresztą, każdy widział. Nasze kłopoty zaczęły się od przegranego meczu z KS-em Polkowice. Przy prowadzeniu 1:0, Paweł podał piłkę pod nogi napastnikowi, skąd wzięło się wyrównanie. W tym wszystkim zabrakło chłopakom szczęścia, bo takie zagrywki najczęściej kończyły się utratą gola, podczas gdy nie zawsze potrafiliśmy skorzystać z tego typu prezentów.

Wie Pan, ludzie, widząc takie błędy, wyciągają najprostsze wnioski. Ktoś robi na złość, komuś nie po drodze z trenerem...
To mnie zastanawia. Logika podpowiada co innego. Choćby charakter drużyny na to nie pozwalał. Druga sprawa to liczba zmian. Przyszło ośmiu zawodników i co, nagle po miesiącu zmówili się, by grać przeciwko trenerowi? To absurd. Mi się wydaje, że jestem trenerem, który ma dobre, a nawet bardzo dobre relacje z zawodnikami. Nie da się jednak funkcjonować w taki sposób, żeby wszyscy lubili moją osobę. Ktoś nie gra i zawsze wyraża w jakiś sposób niezadowolenie. Sam jednak nie szukałem wybielania swojej osoby poprzez wytykanie ich błędów.

Tagi

hałambiec    ireneusz mamrot    wywiad   

Chrobry TV




więcej

Sponsorzy

100% akcji Spółki

Sponsor Premium

Partner techniczny

Business Club Platynowy

Business Club Złoty


Business Club Srebrny

Business Club Brązowy

Sponsorzy ligi

Przyjaciele

Patronat Medialny

#
#