POLITYKA PRYWATNOŚCI CHROBRY-GLOGOW.PL


W ramach naszego serwisu internetowego stosujemy pliki cookies.
Szczegółowe informacje dotyczące stosowania cookies dostępne są w "Polityce prywatności".

X
Herb Chrobry

chrobry głogów S.A.Strona oficjalna

SKLEP
Dzisiaj jest03.12.2021
facebook_glogów glogów_twitter glogów_youtube glogów_instagram glogów_mah glogów_mok

Szałek: przyjąłem taktykę małych kroków

28.08.2013 Autor: ŁJ Źródło: własne


- Wychodzę z założenia, że nie wdarłem się na najwyższy poziom przebojem i przyjąłem inną taktykę. Taktykę małych kroków. W drugiej lidze gram konsekwentnie od kilku lat, zaliczając niemal wszystkie spotkania. Łapię doświadczenie, na niższym, bo niższym poziomie, ale jednak. Być może jeszcze coś się z tego urodzi… - mówi Michał Szałek, z którym postanowiliśmy dłużej porozmawiać. 25-letniego obrońcę zapytaliśmy o eldorado, jak gdzieniegdzie nazywano Bytovię Bytów, powiedział nam o niewykorzystanej szansie i ryzyku, którego nie podjął, o tym, dlaczego pieniądze to nie wszystko, o zaskoczeniu otoczką wokół meczu z Odrą, nietypowej rodzinie, a także jeszcze kilku innych sprawach. Zapraszamy do lektury.


Rozmawiamy dwa dni po meczu w Ostrowie. Jeszcze jest w pamięci zwycięstwo i osiągnięty lider czy odpowiesz, że nie, bo tak powiedzieć trzeba?
Ja zawsze podchodzę w ten sposób, że czas na przemyślenia i przeanalizowanie meczu mam do końca dnia, w którym się odbywa. Jeśli gramy w sobotę, to w niedzielę, najpóźniej w poniedziałek wszystkie myśli skierowane są na kolejnego rywala.

Trener zakazał spoglądania na tabelę. Posłuchałeś?
(śmiech) Nie oszukujmy się. Z czystej ciekawości każdy zajrzy. Ale zapewniam: nie podpalamy się. Jest piąta kolejka. Dopiero piąta. Niech będzie dwudziesta piąta, nadal z pierwszym miejscem, to wtedy możemy myśleć konkretniej.

Taki widok to dla ciebie pewnie żadne wrażenie, bo pierwszy byłeś z Bytovią, w czubie z Chojniczanką…
Niby wiem jak to jest. Na pewno gra się inaczej. Ale poczekajmy, przynajmniej pierwszą rundę.

Do tej pory grałeś w miejscach najbliższych twojemu otoczeniu. Nagle wyjazd kilkaset kilometrów dalej, do Głogowa. Skąd taki przełom?
Tak naprawdę telefon od trenera Mamrota dostałem już zimą. Wtedy rozwiązywałem kontrakt z Chojniczanką, ale jednak się nie zdecydowałem. Wybrałem teren, który dobrze znałem, czyli Bytów. Nie ukrywam, że chciałem grać o awans. A takie aspiracje były wówczas w Bytovii, Chrobry nie miał szans. Ostatecznie, jak się później okazało, nie wyszło, więc potraktowałem to jako znak, by spróbować zmienić otoczenie. Tym bardziej, że znów pojawiła się możliwość przejścia do Chrobrego. Dogadałem się w zasadzie w pięć minut.

Przed rokiem ponoć była opcja na Legnicę.  
Sprawdzałem się. Według trenera i władz Miedzi byłem blisko podpisania umowy, choć ostatecznie coś nie poszło. Przeciągali ten temat. W Legnicy przebywałem przez kilka dni, zaraz po zakończeniu sezonu. Zagrałem w jednym sparingu, niby wszystko było OK, a umowy wciąż brak. Czas uciekał, więc sam musiałem wybrać. Wybrałem Chojniczankę.

To przypadek, że wykonałeś zwrot w jeden konkretny region?
No, nie do końca... Z Legnicy pochodzi moja narzeczona. To też ważne, by móc poukładać swoje życie prywatne, ale nie tylko to decydowało. Wiedziałem, jaką bazą dysponuje Chrobry, że wszystko jest poukładane, na najwyższym poziomie. Bliskość drugiej osoby to po prostu jeden z plusów.

Narzeczona, ale do kiedy?
Tak sobie planujemy, planujemy… (śmiech). Trzeba najpierw wygrywać z Chrobrym, by trochę zarobić i móc odłożyć na ten ślub i zaplanować go jakoś sensownie, z głową.

Skoro z Legnicy, to pewnie za Miedzią.
Nie. Kibicuje mi. Czyli także klubowi, w którym gram.

Nowy sezon oficjalnie zacząłeś jeszcze w Bytovii, grając w meczu Pucharu Polski. To znaczy, że byłeś już zdecydowany na pozostanie w Bytowie, a tu nagle coś?
Nie do końca. Testowałem się jeszcze w Wiśle Płock. Byłem umówiony z trenerem Walkuszem, że w każdej chwili, jak tylko dostanę telefon, mogę wyjechać ze zgrupowania w Gniewinie. Nie blokował mi przejścia, samemu mówiąc, że jeśli chcę się rozwijać, to OK. Inni w klubie też fajnie się zachowali. Wszystko odbyło się na zasadzie dżentelmeńskiej umowy.

Chojny sponsor, zgrupowania w Turcji i na Cyprze. To nie było przypadkiem takie małe eldorado?
Wiadomo, złego słowa nie mogę powiedzieć. Prezes Gierszewski nie szczędził grosza. Co potrzebowaliśmy, to mieliśmy. A i tak coś nie zatrybiło. Idealnie sprawdziło się powiedzenie, że pieniądze to nie wszystko. Nie chciałbym doszukiwać się przyczyn tej klęski. Po prostu, niby mieliśmy wszystko, a jednak czegoś zabrakło. Może było aż za dobrze, za luźno? Czuliśmy, że mamy wszystko, a może gdyby warunki były słabsze… gdyby trzeba było o nie powalczyć, a nie mieć na starcie, może inaczej byśmy do tego podeszli? Może… To już gdybanie. Nie wiem. Albo tak: nie chcę w tym grzebać.

Naprawdę nie da się powiedzieć, czego nie miała Bytovia, że dwa razy z rzędu awans wymykał się jej w ostatnich kolejkach?
Ciężki temat. Narzekało się na trenera, ale nawet gdyby ten nie sprostał zadaniu, to sami powinniśmy mu podołać. Paka w Bytowie przecież była. Zresztą, dalej jest. Ale, jak wspomniałem, wolę nie wracać do przeszłości. Zacząłem kolejny etap, jestem w Głogowie, gram dla Chrobrego, to się liczy.

W tym ostatnim psuć zaczęło się od remisu z Chrobrym czy już wcześniej wisiało coś w powietrzu?
Generalnie mieliśmy bardzo ciężką końcówkę. Rzeczywiście, już w meczu z Chrobrym nie wyglądaliśmy dobrze. Mentalnie, fizycznie… nie wiem nawet, jak to nazwać. Spotkanie zremisowaliśmy po bramce straconej w dziewięćdziesiątej minucie, ale z przebiegu gry mogliśmy przegrać, i to wysoko. Później była Chojniczanka, która ograła nas bez problemu. Po tym wydarzeniu ciśnienie zeszło z nas całkowicie. Pompowany przez cały sezon balon pękł błyskawicznie. Stąd kolejna porażka, 0:4 w Kluczborku.

Mogę się mylić, ale w tej 90 minucie to chyba ty byłeś tuż obok Michała Ilkowa-Gołąba, który strzelił na 1:1?
Pół metra, może metr, a bym go przyblokował i, kto wie, może inaczej byśmy rozmawiali.

Dlaczego odejście z Bytowa i dlaczego Chrobry, skoro w momencie zmiany Bytovia deklarowała chęć powalczenia o awans, a sytuacja kadrowa w Chrobrym była dość mocno niepewna?
Rozmawiałem z testowanym wtedy Dawidem Retlewskim, z trenerem Mamrotem, z ludźmi związanymi z klubem i to mi wystarczyło. Nie zastanawiałem się długo. W Bytowie, z jedną przerwą, byłem przez dwa i pół roku. Potrzebowałem jakiejś zmiany, nowego klimatu, bodźca, może nawet nowego warsztatu trenerskiego. Czegoś, co dałoby mi kopa i motywację do pracy.

Argument nr 1 przeciw: z Chrobrym nie polecisz na Cypr.
To była fajna przygoda, nie ukrywam. Coś za coś. W Bytowie były warunki, ale może zabrakło czegoś innego? Poza tym, będąc w Głogowie z taką bazą, nie trzeba lecieć poza kraj, by dobrze się przygotować.

Argument nr 2: zajęć nie poprowadzi Paweł Janas.  
(śmiech) Wystarczy sprawdzić suche fakty, ligowe statystyki. Patrząc w tabelę, Ireneusz Mamrot nie wydaje się być gorszy od Pawła Janasa.

Co zrobiłeś niektórym osobom, że po odejściu z Bytowa na różnych portalach zaciekle cie atakowały?
Do podobnej sytuacji doszło w momencie odejścia z Chojnic. Mecze Bytovii z Chojniczanką to takie lokalne derby i nie wszyscy mogli zrozumieć, że przechodziłem z jednego klubu do drugiego, po czym znów wracałem do tego pierwszego. Zostawiłem tam sporo serca, wylałem sporo potu, niekiedy krwi, by na koniec przeczytać o sobie różne rzeczy. Zdrajca, judasz… To trochę przykre, ale wiem, że nie można się przejmować. To w sumie tak, jak w każdym klubie. Nie wszystkim kibicom się dogodzi. Zawsze znajdzie się dwóch, trzech, którym nie przypasuję. Ja zakończę to tak: pozdrawiam wszystkich fanów z Bytowa, całe tamtejsze piłkarskie środowisko, bo spędziłem tam fajny okres.

Z Waldkiem Gancarczykiem macie przynajmniej jeden wspólny temat.
Wiem, o co chodzi (śmiech). Rodzeństwo. Piłkarskie. Może nie jesteśmy tak liczni, jak Gancarczykowie, ale fakt jest taki, że pięciu Szałków kopie. Już się śmialiśmy z tego z Waldkiem. Ojciec swego czasu grał w Elanie Toruń. Od niego wszystko się zaczęło.

Jakub, Mateusz i Cezar to jedyne rodzeństwo?
Jest też najmłodszy. Na portalu 90minut chyba nie zrobili mu jeszcze konta (śmiech). No i najstarszy, który wybrał inną drogę. Za małolata coś tam próbował, ale nie spodobało się. Pozostała piątka, lepiej lub gorzej, radzi sobie i przyszłość wiąże tylko z futbolem.

Najlepiej powiodło się chyba Mateuszowi, który dziś gra w pierwszej lidze. Na podwórku też odstawał czy uniesiesz się honorem i powiesz, że gorszy nie byłeś?
Mateusz wykorzystał swoją szansę. W wieku piętnastu lat podjął trudną decyzję, bo już wtedy wyjechał do bardzo dobrej szkółki we Wronkach. Nie wiem, czy ja bym się zdecydował na taki ruch. On przebił się do Lecha Poznań, zadebiutował w Ekstraklasie, w sezonie, w którym Lech sięgnął po mistrzostwo. Wywalczył sobie to ciężką pracą, ale i podjętym wcześniej ryzykiem. Teraz gra w pierwszoligowej Flocie Świnoujście, lecz stać go na więcej.

Ty nie miałeś okazji, by móc zaryzykować?
Był taki moment. W wieku 17 albo 18 lat, już nie pamiętam, pojawiła się szansa na przejście do GKS-u Bełchatów, który wtedy rywalizował w Ekstraklasie. Wszystko było w zasadzie na tak. Pozostawała kwestia dogadania się. Nie podjąłem wyzwania. Postanowiłem wrócić do Polic. Mieliśmy drugą ligę, a ja pół roku szkoły do momentu matury. Powiedziałem sobie, że najpierw nauka, a dopiero później, za te pół roku, mogę ruszyć w Polskę. Tyle że za te sześć miesięcy telefon już milczał. To mógł być kluczowy moment.

Utarło się, że piłkarze bardziej zawalają szkołę na rzecz piłki, a nie na odwrót.
Już wtedy wiedziałem, że swoją przyszłość wiążę z piłką, ale tok myślenia był inny. Skoro interesuje się mną GKS Bełchatów, a są jeszcze dodatkowo inne propozycje, to te pół roku w poczekalni niewiele zmieni. Byłem w błędzie. Kto wie, może to był mój czas, którego nie wykorzystałem. Teraz już się tego nie dowiem.

Tak to powiedziałeś, jakbyś już nie wierzył.
Absolutnie nie. Po prostu tak ułożyło się piłkarskie życie. Wychodzę z założenia, że nie wdarłem się na najwyższy poziom przebojem i przyjąłem inną taktykę. Taktykę małych kroków. W drugiej lidze gram konsekwentnie od kilku lat, zaliczając niemal wszystkie spotkania. Łapię doświadczenie, na niższym, bo niższym poziomie, ale jednak. Być może jeszcze coś się z tego urodzi… Mam 25 lat. To najlepszy moment dla obrońcy, ogólnie dla zawodnika. Robię więc swoje i wierzę.

Mateusz był powoływany do młodzieżowej reprezentacji. Ty chyba także miałeś jakiś epizod z kadrą?
Byłem kilka razy na konsultacjach. Obok zawodnicy z ligową przeszłością, ja natomiast z drugoligowego Chemika Police. Ciężko było się przedrzeć.

Teraz trochę was poroznosiło. Głogów, Świnoujście, Niemcy… Kontakty nie pourywały się za bardzo?
Telefonicznie czy przez internet mamy kontakt. Przynajmniej dwa razy w roku widujemy się. Obowiązkowo, bo wspólne, świąteczne gierki to już nasza tradycja. Co dwanaście miesięcy, w święta, spotykamy się na boisku. Mówimy, że grają Szałki na resztę świata. Po jednej stronie zmontowana ekipa, po drugiej my, czyli nasza piątka, szóstka plus ojciec. Dużo śmiechu i dobrej zabawy.

Ale chyba nie ma odpuszczania?
No bez przesady. Zabawa zabawą, ale byłby wstyd, gdyby koledzy z podwórka byli górą. Przez kolejne miesiące tylko by docinali, więc w kaszę nie dajemy sobie dmuchać. Wynik jest oczywisty.

Mecz z Odrą Opole - zwykły czy nie?
Teoretycznie można powiedzieć, że każdy mecz jest niezwykły. Jestem jednak zaskoczony tym, jak w Głogowie podchodzi się do tego z Odrą. Tak szczerze, to długo nawet nie wiedziałem czemu. Nie są to przecież derby, nie jest to mecz na szczycie… Atmosfera już teraz jest napięta, a to jeszcze kilka dni. Takiego spotkania zdecydowanie nie mogę się doczekać. Pozostaje więc cierpliwie wyczekać, wyjść, dać z siebie wszystko i wygrać dla kibiców.

Trener nawet powiedział, że za dużo było Odry przed Ostrovią.
Sami z chłopakami w szatni rozmawialiśmy, że trzeba się skoncentrować na Ostrovii, bo dużo jest Odry. W internecie sporo się dzieje, tytuły o meczu rundy i tak dalej, więc trzeba było się odciąć. Dobrze, że się udało wygrać w Ostrowie. To dodatkowy smaczek przed spotkaniem z Odrą, bo przystąpimy do niego jako lider. Trzeba jednak znów wygrać, nie ma wyjścia.

W czerwcu spotkanie z Górnikiem Wałbrzych obejrzało ponad 2000 kibiców. Chrobry przegrał 0:2 i mówiono o zbyt dużej presji i zbyt dużym ciśnieniu. Masz z tym jakieś problemy?
Mnie mobilizuje to podwójnie. Tylko się cieszyć, że będzie typowo piłkarska atmosfera, bo niekiedy tego brakuje. Nie mówię, że u nas, ale w drugiej lidze się zdarza.

Na fotel lidera trudniej wskoczyć czy go utrzymać?
Przyznam, że lepiej się goni, niż ucieka. Wiadomo, jak każdy patrzy na lidera, kontroluje…

Najgorsze w tym wszystkim jest chyba to, że ta seria kiedyś w końcu i tak dobiegnie końca.
Najlepszym zdarzają się gorsze mecze, tym bardziej nam, ale oby do tego doszło jak najpóźniej. Nie teraz. Trzeba już na starcie jak najdalej uciec od strefy spadkowej, by później móc podchodzić do tego z większym spokojem.

Tagi

bytovia bytow    michal szalek    wywiad   

Chrobry TV




więcej

Sponsorzy

100% akcji Spółki

Sponsor Premium

Partner techniczny

Business Club Platynowy

Business Club Złoty


Business Club Srebrny

Business Club Brązowy

Sponsorzy ligi

Przyjaciele

Patronat Medialny

#
#