POLITYKA PRYWATNOŚCI CHROBRY-GLOGOW.PL


W ramach naszego serwisu internetowego stosujemy pliki cookies.
Szczegółowe informacje dotyczące stosowania cookies dostępne są w "Polityce prywatności".

X
Herb Chrobry

chrobry głogów S.A.Strona oficjalna

SKLEP
Dzisiaj jest03.12.2021
facebook_glogów glogów_twitter glogów_youtube glogów_instagram glogów_mah glogów_mok

Mamrot: od wielu lat to planowaliśmy

30.05.2014 Autor: ŁJ Źródło: własne


- Nigdy głośno o tym nie mówiliśmy, ale już przed kilkoma laty, gdy przychodziłem do Chrobrego, w rozmowie z Przemkiem Bożkiem poruszaliśmy temat awansu do pierwszej ligi, mimo że byliśmy w trzeciej - wyjawił trener Ireneusz Mamrot, któremu pozostało ostatnie pół roku kontraktu z głogowskim klubem.

Zostaje pan w Chrobrym?
Nie wiem co w tym momencie odpowiedzieć. To temat na rozmowę moją z osobami decydującymi o losach Chrobrego. Wydaje mi się, że moja 3.5-letnia praca do czegoś doprowadziła, więc oczekuję zaufania. Jeśli jednak klub nie zechce przedłużyć kontraktu to nie będę miał pretensji. Wtedy trzeba w dobry, przyjazny sposób to zakończyć.

A chce pan zostać?

Dla mnie najważniejszą odpowiedzią jest to czy chcą włodarze Chrobrego. Muszę czuć poparcie. Uważam, że trener powinien być zaangażowany w sprawy całego klubu. Pod koniec mojej pracy w związku z szansą na awans mocno skupiałem się na pierwszej drużynie, jednak skoro praca trenerska ma być dłuższą perspektywą, to i działalność musi być szersza.

W przeszłości były lub czy teraz są jakieś alternatywy?
Dla mnie nie jest to najważniejsze. Trzeba wziąć pod uwagę, że klub może mieć inną koncepcję i ma do tego pełne prawo. Może mieć inny pomysł na dalszą przyszłość. Nie mówię, że gorszy czy lepszy, po prostu inny. Nie interesuje mnie wypełnienie kontraktu do grudnia i jego nieprzedłużenie, choć nie chodzi o sam papier. Jeden z trenerów podpisał kontrakt na dziesięć lat, a po miesiącu go zwolnili. Nie boję się utraty pracy. W czym innym rzecz. Osoby będące nade mną znają moje zalety, ale też wady. W ich gestii czy akceptują jedne i drugie.

Zalety chyba znamy, a wady?
Ciężko mówić o sobie. Generalnie trenerzy są odbierani kontrowersyjnie. Zawsze chcemy najlepiej dla drużyny i aby tak było, staramy się walczyć o rzeczy, które niekiedy dla klubu są niemożliwe do zrealizowania. My się jednak przy tym upieramy, kłócimy… To jest odbierane jako wada, a tak naprawdę nie mamy złych intencji. Dwa to cechy charakteru u człowieka, które nie wszystkim muszą odpowiadać. Na pewno moją wadą jest jedna rzecz, o której nie boję się powiedzieć. Niekiedy ludzie na linii trener-zarząd rozmawiają bardzo dyplomatycznie. Ja, gdy uważam, że coś mogłoby zostać zrobione jeszcze lepiej, to o tym dyskutuję. Nie zamiatam pod dywan, ale dla dobra klubu. Gdy jestem niezadowolony, to na pewno widać to po mnie. Przykład meczowych analiz. Są trenerzy, którzy drużynie wolą pokazywać tylko jej dobre strony. Ja postępuję odwrotnie. Zawsze wytykam więcej błędów. Nie po to, aby się na kimś wyżyć, ale żeby podobnych już nie powtórzyć. Nie każdy to akceptuje, jednak o problemach trzeba rozmawiać.

Ma pan jeszcze na tyle motywacji i świeżej głowy, by przez czwarty rok pracować w tym samym miejscu?
Chyba tylko w Polsce tak się przyjęło, że skoro pracuje się długo, to po pewnym czasie traci motywację. Na pewno nie miałbym motywacji, gdyby nie udało się awansować. Ona mocno by spadła i nie ma sensu tego ukrywać. Pół roku temu może nie mówiliśmy o tym głośno, ale z dyrektorem Przemkiem Bożkiem umówiliśmy się, że jeśli nie będzie awansu to odejdę. Z nowej drugiej ligi nie bylibyśmy zadowoleni. A wracając do pytania - nigdy nie pracowałem tak wysoko. Samo to jest dla mnie wielką motywacją.

W karierze piłkarskiej i trenerskiej osiągnął pan łącznie chyba dziewięć awansów. Razem z Chrobrym trudno będzie o kolejny.
To, co teraz powiem, zabrzmi jak science fiction, a ludzie powiedzą, że straciłem rozum. Jeśli w pierwszym roku udałoby się utrzymać, w drugim dokooptować do drużyny zawodników, to… Wystarczy przeanalizować budżety klubów z pierwszej ligi i tych z ekstraklasy. Wtedy widać, że łatwiej grać wyżej, bo są pieniądze z praw telewizyjnych. Chrobremu trudniej byłoby o awans, ale tak naprawdę łatwiej zaistnieć jeszcze wyżej. Jeśli klub ugruntowałby pozycję na poziomie pierwszej ligi, to absolutnie nie jest powiedziane, że to docelowe. Nie jest tak, że po awansie trzeba byłoby prosić prezydenta o wsparcie. Miasto pewnie mogłoby nawet dać mniej, a mający zastrzyk z telewizji Chrobry i tak by sobie poradził.

Przychodząc do Chrobrego w 2010 roku spodziewał się pan, że zajdzie z nim tak daleko? Wtedy podczas pierwszej konferencji nawet o szansach na awans do drugiej ligi wypowiadał się pan mniej hucznie.
Wtedy byłem innym trenerem. I nie mam tu na myśli spraw sportowych. Też pracowałem w trzecioligowych klubach, ale od Chrobrego dzieliła je przepaść w przypadku organizacji, całej otoczki… Proszę spytać Przemka Bożka o naszą rozmowę z tamtego okresu. A dyskutowaliśmy o celach i już wtedy dotyczyły one pierwszej ligi. Początkowo zakładaliśmy, że w pierwszym roku utrzymamy się w drugiej lidze, a w kolejnym już spróbujemy zawalczyć o pierwszą. Nie do końca wyszło, bo należało poczekać jeszcze jeden rok, jednak - jak wspomniałem - jakiś plan był już od bardzo dawna. Fakt, że głośno nikt z nas o tym nie mówił.

Zgodzi się pan ze stwierdzeniem, że awans rodził się bólach? Ale nie od strony sportowej. Chodzi o nieporozumienia na linii pan-część publiczności, później najbardziej fanatyczni kibice-piłkarze...
Nie przypominam sobie większych konfliktów. Niektórzy potrafią krzyknąć coś mniej przyjemnego, ale tak już było dużo wcześniej. Relacje kibiców z piłkarzami popsuły się tylko raz po tym nieszczęsnym meczu z Calisią Kalisz. Zaraz potem wywalczyliśmy awans, zapanowała euforia i wszyscy o wszystkim złym zapomnieli. Jeżdżę po innych stadionach, obserwuję, także porażki zespołów i widzę, że - może poza jednym miejscem - wygląda to wszystko podobnie w przypadku reakcji publiczności. Trzeba jednak pamiętać też o dobrych stronach. Choćby podczas meczu z Rozwojem Katowice cały stadion pokazał, że potrafi docenić drużynę. Wiem jednak, że nie zawsze tak się da. Skoro zagramy słabsze zawody to nie możemy oczekiwać pochwał. Może tylko więcej obiektywizmu. Do dziś nie mogę pogodzić się z krytyką po meczu z Calisią. Był jednym z lepszych, a mimo to dostało się nam po głowie. Rozumiem, że każdemu zależy na wynikach i wszystko bierze się z emocji, ale niektórzy mogliby zachować umiar.

Pół żartem, pół serio: jak się porówna pana zdjęcie sprzed dwóch lat, a to obecne, to kilka siwych włosów przybyło.
Nie pół żartem i nie pół serio, po prostu tak jest. Nie tylko mecze, ale cała otoczka tego wszystkiego ma wpływ na to, że człowiek mocno się stresuje. Ale co mam z tym zrobić? Przecież nie pójdę się zafarbować żeby zaprzeczać (śmiech).

Większy przeskok jest z trzeciej ligi do drugiej, czy z drugiej do pierwszej?
Można to poznać po sparingach i nie mam na myśli wyników tylko organizację gry, poziom, piłkarzy… Mecz ze Stomilem Olsztyn był jeszcze bardzo wyrównany, ale spotkania z Górnikiem Łęczna czy GKS-em Katowice to już różnica na korzyść rywali. Czołówka pierwszej ligi, która dziś gra o awans, na pewno jest przed nami.

Podtrzymuje pan zdanie z jesieni, że drużyna w tym składzie poradzi sobie w pierwszej lidze?
Nic się nie zmieniło. Skoro chcemy zostawić zespół może nie w stu procentach, ale ponad dziewięćdziesięciu, to znaczy, że tak.  Uważam, że każdy z pierwszej trzynastki, czternastki zawodników poradzi sobie. Chodzi o to, aby doszło czterech, pięciu kolejnych, dzięki którym osiemnastka stanie się bardzo wyrównana.

Od strony wyników wiosna jest bardzo zbliżona do jesieni, ale mówiło się, że w drugiej części drużyna jakby straciła widowiskowy styl.
To trzeba obronić. Mamy taki styl, że naszą największą siłą jest szybki atak. Wiosną, poza spotkaniami w Sosnowcu i Stargardzie, nie było nam dane grać w ten sposób. Nie wliczam do tego meczu z Rozwojem, bo był już bez presji. W pozostałych wszyscy się cofali, a wtedy siłą rzeczy nie da się tak rywalizować. Porównajmy sobie wiosenny mecz z Calisią Kalisz, a ten jesienny z KS-em Polkowice. Po analizie wiemy, że w tym pierwszym stworzyliśmy więcej sytuacji, choć go tylko zremisowaliśmy, a drugi wygraliśmy 5:0. Na podstawie tego jestem zdania, że drużyna zrobiła krok do przodu. Przede wszystkim dużo lepiej potrafi utrzymać się przy piłce. Jedyne, do czego można było się przyczepić, to skuteczność. Pytanie tylko czy to wynikało z rosnącej presji czy czegoś innego? Może właśnie z presji, skoro Rozwój, już bez nerwów, pokonaliśmy 4:1. A wtedy sytuacji nie mieliśmy aż tyle, jak w przypadku remisowej rywalizacji z Calisią. Wiosną nie graliśmy więc gorzej. Za to mniej skutecznie - na pewno. Gdy gra się z kontry, to trybuny widzą szybką akcję i automatycznie inaczej to odbierają, lepiej. Inaczej wszystko wygląda w momencie, gdy piłkę rozgrywa się dłużej. W pierwszej lidze znów możemy wrócić do "swojej" gry. Nie chciałbym, abyśmy rywalizowali tylko z kontry i ograniczać w ten sposób zespołu, ale pamiętajmy, że drużynę budowaliśmy na określony styl wiedząc, że mamy pasujących do niego szybkich, dynamicznych ludzi.

A już są jacyś na oku czy szybki awans zaskoczył?
Rozmowy cały czas są prowadzone. Z pewnymi osobami jesteśmy blisko porozumienia. Poza jednym piłkarzem, reszta jest z drugiej ligi. Przykład Karola Danielaka pokazuje, że to bardzo dobra droga. Mamy trzon doświadczonych ludzi, a spośród tych, którzy mogliby przyjść, najstarszy ma 23 lata. Szukamy więc takich, którzy mogliby się tutaj rozwinąć i na których Chrobry mógłby zarobić. Tak, jak w przypadku Karola. Zależy nam na osobach, które Chrobrego potraktują w ten sposób, że zechcą z nim coś osiągnąć albo na tyle się pokażą, że ktoś ich zauważy.

Tagi

ireneusz mamrot    wywiad   

Chrobry TV




więcej

Sponsorzy

100% akcji Spółki

Sponsor Premium

Partner techniczny

Business Club Platynowy

Business Club Złoty


Business Club Srebrny

Business Club Brązowy

Sponsorzy ligi

Przyjaciele

Patronat Medialny

#
#