POLITYKA PRYWATNOŚCI CHROBRY-GLOGOW.PL


W ramach naszego serwisu internetowego stosujemy pliki cookies.
Szczegółowe informacje dotyczące stosowania cookies dostępne są w "Polityce prywatności".

X
Herb Chrobry

chrobry głogów S.A.Strona oficjalna

SKLEP
Dzisiaj jest03.12.2021
facebook_glogów glogów_twitter glogów_youtube glogów_instagram glogów_mah glogów_mok

Apetyt na zdobywanie szczytów

09.06.2014 Autor: ŁJ Źródło: Słowo Sportowe


Jego przygoda w Chrobrym Głogów trwa już 3,5 roku. W tym czasie zdążył wprowadzić klub z III do II i z II do I ligi. Dobrze zdaje sobie jednak sprawę z tego, że pomarańczowo-czarna księga w jego bibliotece, właśnie otworzyła nowy rozdział. Po górskim odcięciu i krótkim urlopie trener Ireneusz Mamrot z pewnością zrobi wszystko, aby Chrobry nadal był mocny. W ostatnich kilkunastu dniach ukazała się sporo wywiadów z głogowskim szkoleniowcem, ale po sukcesie jest na pierwszym planie, więc to nie dziwi. My postanowiliśmy opublikować jeszcze jeden. Z Ireneuszem Mamrotem długo rozmawiał tym razem Maciej Piasecki ze Słowa Sportowego.

Kontrakt do końca sezonu został podpisany. Podobno jednak przyszłość trenera Mamrota w Chrobrym Głogów nie była taka oczywista.
IRENEUSZ MAMROT:  Nie ukrywam, że mogło dojść do takiej sytuacji, że rozstałbym się z drużyną Chrobrego. Zadecydowała jednak wtorkowa rozmowa z dyrektorem Bożkiem, która trwała ponad dwie godziny. Wiele rzeczy trzeba było wyjaśnić. wiele też dograć. Z góry zaznaczam, bo ludzie zaraz będą dopytywać – nie chodziło tu o pieniądze. To była najmniej ważna sprawa w tym kontrakcie. Miałem umowę ważną do grudnia tego roku i gdyby klub nie chciał jej ze mną przedłużyć, to byłby to dla mnie jasny sygnał. Była nawet propozycja dłuższego kontraktu, ale zostaliśmy przy wersji do końca sezonu. Ja też chcę być fair w stosunku do klubu. Gdyby nie było wyników, nie chciałbym obciążać dodatkowymi kosztami Chrobrego. Przy takiej długości umowy układ jest czysty.
 
Co zatem zadecydowało?
- Cieszę się, że obie strony mają cel i chcą go osiągnąć. Mamy określone założenie na kolejny sezon i liczę na to, że będzie to realizowane. Zarówno z jednej, jak i drugiej strony. Ważne jest jednak to, że szczerze porozmawialiśmy. Trzeba bowiem rozmawiać i od zawsze byłem takiego zdania. Nie warto niczego w sobie nosić, bo to przynosi więcej krzywdy, aniżeli pożytku. Dyrektor i cały klub mi zaufał.
 
Odkąd awansowaliście do I ligi pański telefon pewnie się urywa. Menadżerowie lubią wciskać swoich podopiecznych na świeży piłkarski grunt.
- Mój telefon jest ostatnio bardzo gorący, to fakt. Nawet nie wiem skąd niektórzy mają do mnie numer, zwłaszcza jeśli chodzi o wspomnianych menadżerów (śmiech). Próbują wciskać swoich zawodników, a ja działam trochę inaczej. Plan i listę miałem i mam przygotowaną. Sam sobie wyłapuję piłkarzy i tu się nic nie zmieniło na przestrzeni lat. Tak czy owak od momentu kiedy pojawiła się informacja o przedłużeniu ze mną kontraktu, telefon się urywa. Dochodzi do takich absurdów, że nie mam nawet kiedy zjeść obiadu.
 
A rzeczywiście było tak, że już kilka lat temu był temat pt. "Chrobry w I lidze"? Ponoć rozmowy na linii trener Mamrot - dyrektor Bożek były jeszcze na początku pańskiej pracy w Głogowie.
- Ta wersja z awansem do I ligi pojawiła się w dalszej perspektywie czasowej. Wówczas trzeba było postawić pierwszy krok, który wcale nie był taki łatwy. Weszliśmy jednak do II ligi. Początkowo budując ten szkielet drużyny pod względem charakterologicznym były sytuacje, że dochodziło do wymiany ośmiu zawodników w jednym okienku transferowym. Ja tak nigdy drużyny nie budowałem, ale zmusiła nas do tego sytuacja. Trzeba było zatem budować zespół pod względem charakteru, tak jak ja chciałem. Liczyliśmy z Andrzejem Traczykiem, że drużyna będzie gotowa na jesień minionego 2013 roku.

Dyrektor Przemysław Bożek powiedział na niedawnej konferencji prasowej dotyczącej przyszłości klubu, że do Chrobrego przyjdą ludzie wyłącznie z kartą na ręku. Taka droga plus finansowanie na podstawie wyników - a nie stałych stawek - sprawia chyba duży problem w znalezieniu odpowiednich wzmocnień…
- Powiem inaczej. Mamy po prostu jasne zasady. Ja o tym wiem i nie przychodzę do prezesa i mówię, że nagle muszą być pieniądze na jakiegoś zawodnika. Dlatego czasem się zastanawiam, czy niektórzy ludzie związani z Głogowem są tak złośliwi, czy nieobiektywni. Zarzucają bowiem nie wiadomo jakie transfery. W Chrobrym nie ma transferów. Wszyscy przychodzą za darmo, także trudno to nazwać transferami. Chrobry jest spółką miejską i nie ma miejsca na tego typu kroki. Rzadko się zdarza, żeby w Polsce był taki klub, gdzie wszystko jest tak przejrzyście postawione. Nie ma transakcji "niefakturowanych" - tak to nazwijmy, żeby to ładnie brzmiało. Wracając jednak do pytania o transfery, bez wątpienia jest trudniej. Muszę znaleźć piłkarza, który przyjdzie za darmo i nie zarobi na tym jego menadżer. A bywa, że już 16-17 latkowie mają menadżerów, którzy nie odpuszczą tematu finansowego. Dodatkowo też nie ma co ukrywać, że nowy piłkarz musi prezentować odpowiednią wartość sportową. Bo ja mogę znaleźć ludzi za darmo, tylko co mi z takich, co grać nie potrafią? W przyszłości trzeba będzie pomyśleć o jakimś pozyskaniu głównego sponsora. Taki krok do przodu będzie bowiem w końcu potrzebny. Cały czas nie będzie bowiem to tak działać. Tego typu transfery można załatwiać do pewnego poziomu.

Chrobry nowych piłkarzy będzie szukał głównie wśród drugoligowców. Czy będą to ludzie pokroju chociażby Wojciecha Okińczyca, najlepszego snajpera grupy zachodniej? A może drugi w tej klasyfikacji piłkarz Błękitnych Stargard Szczeciński Michał Magnuski?
- My szukamy piłkarzy, którzy będą także pasować do tej układanki pod względem charakterologicznym. Magnowski jest bramkostrzelny i to trzeba mu oddać, ale my szukamy człowieka o charakterystyce bardziej pasującej pod nasz styl gry. Podobnie sytuacja wygląda z tematem Okińczyca. Trzeba oddać, że jest dobrym snajperem, co pokazuje jego dorobek, a miejsce drużyny, w której grał. Ale tematu tej dwójki po prostu nie ma.
 
Była także mowa o jednej "nowej twarzy" z I ligi.
- Co do tego pierwszoligowego piłkarza, to jest to zawodnik z naszego regionu. Blisko Głogowa mieszkający, tyle mogę zdradzić. Chcieliśmy go zresztą sprowadzić już wcześniej, ale wówczas miał kontrakt w swoim klubie i trzeba by było za niego płacić. Poszedł jednak do innego zespołu, tam pograł i skończył się jego kontrakt. Także możemy go wziąć za darmo, co potwierdza naszą transferową drogę. Okrężna, ale jednak (śmiech).
 
Czyli zakładając 4-5 wzmocnień strzelam, że przy obecnej kadrze będzie to układ: jeden obrońca, dwóch-trzech pomocników i napastnik.
- Tak może być. Ewentualnie zamiast napastnika może być jeszcze jeden pomocnik. Tak mniej więcej może to wyglądać.
 
Dlaczego z klubem pożegnał się Daniel Ciechański? Wyglądało na to, że mocno związał się z Chrobrym, co pokazywała m.in. jego… wyjątkowo widoczna - chociażby na materiałach wideo zamieszczonych w sieci - radość z awansu do I ligi.
- Chłopak faktycznie mający bardzo dużo energii w sobie. Myślę, że ta energia też spowodowała, że zdecydował się odejść. Chciałby grać, a z przodu ma sporą rywalizację, bo może w ataku grać Sędziak, Pieczara i Szczepaniak. Uważam, że jak na pierwszy rok po ukończeniu wieku juniora, to Daniel mało nie grał. Chłopak poinformował jednak, że chce odejść. W I lidze jest wymóg gry jednego młodzieżowca. Być może sądził, że będzie dostawał mniej szans. Ja przekonywałem go do pozostania, ale nie chciał. Szkoda, bo zrobił w ciągu roku pobytu u nas duży postęp, a myślę, że mógł zrobić jeszcze większy będąc w Chrobrym.
 
Wielokrotnie w naszych rozmowach padało określenie, że trener sprowadza piłkarzy, którzy pasują do drużyny charakterologicznie. Dzisiaj nie było inaczej. Zapytam zatem, jak wygląda tego typu selekcja? Seria spotkań na kawie, obserwacja na boisku, wywiad środowiskowy?
- Wiele czynników. Opinie innych trenerów, raz. Do tego jeździ się na mecze i obserwuje jego zachowania w poszczególnych sytuacjach na boisku. Trzy, trzeba popytać nie tylko innych trenerów, ale i osoby znające piłkarza. Nie zawsze bowiem zna się człowieka osobiście. Później jest już podpisanie kontraktu i nie ma odwrotu. Początkowo w Chrobrym podpisywane były umowy na dłuższy czas. Z Andrzejem Traczykiem byliśmy zwolennikami krótszego okresu trwania kontraktu. Jak się ktoś sprawdził, wtedy można myśleć o czymś dłuższym. Na tej podstawie został zbudowany trzon, który mam dzisiaj. Nie będę tu jednak opowiadał bajek, że jestem nie wiadomo jakim psychologiem i zawsze trafiałem z nowymi piłkarzami. Po pół roku można było już ocenić, że ten się nadaje, a ten nie. I tak ci co zostali, stworzyli ten trzon 9-10 piłkarzy, wokół których można dokładać kolejne elementy układanki.
 
Jeden z tych "elementów" wypadł w trakcie sezonu. Prawa ręka trenera Mamrota, czyli Andrzej Traczyk został niespodziewanie... kierownikiem ekstraklasowego Śląska. Taki ubytek to pewnie nie było łatwe, zwłaszcza w takim momencie.
- Na pewno było bardzo ciężko. Swego czasu mieszkaliśmy razem w Głogowie i to nie tylko było z jego strony wsparcie sportowe, ale i mentalne. Miał podejście bardziej chłodne, mniej emocjonalne ode mnie i nie ukrywam, że wielokrotnie wyprzedzał późniejsze wydarzenia. Czy kiedykolwiek się pomylił w swoich przewidywaniach? Chyba nigdy.
 
Dlatego teraz jest tam, gdzie jest.
- Dokładnie. Bardzo kompetentna osoba, inteligentna, po prostu świetny fachowiec. Mamy jednak stały kontakt telefoniczny.
 
A czy Andrzej Traczyk przypadkiem nie miał przypadkiem swoich "trzech groszy" w testach Karola Danielaka i - kto wie - może i transferze młodego piłkarza z Chrobrego do Śląska?
- To już proszę pytać Andrzeja i pion scoutingu w Śląsku (śmiech). Klub z Wrocławia poszedł nową, dolnośląską drogą. Moim zdaniem to dobry kierunek. Wielokrotnie ich ludzie byli na meczach drugoligowych, pierwszoligowych, po kilka razy zaglądali do Głogowa. Zdecydowali się na Karola i pozostała kwestia dogadania się między klubami. Jak będzie, zobaczymy. To jednak pokazuje, że ściągnęliśmy chłopaka z Jarocina - z całym szacunkiem - ostatniej drużyny w tabeli, a okazał się dobrym piłkarzem. Co ciekawe… Taki chłopak nie miał menadżera. Nie wiem jak to panowie przespali (śmiech). Warto też podkreślić, że Karol też wyłożył swoje pieniądze, żeby wykupić kartę i u nas grać. Chciał zrobić krok do przodu, co świadczy o jego zaangażowaniu i profesjonalizmie.
 
Dwa sezony temu awans do I ligi - mowa o drugich lokatach - dawało 59 punktów. W poprzednich rozgrywkach 71 oczek. Wy zakończyliście sezon z dorobkiem 68 punktów - jako lider. Ta statystyka najlepiej oddaje, jak rozgrywki 2013/14 były wymagające.
- W pełni się z tym zgadzam. Uważam, że nasze 68 punktów na koniec jest większym wyczynem, aniżeli 71 oczek Chojnic w sezonie wcześniejszym. Wówczas spadały 3-4 drużyny, większość później nie grała już o nic, a teraz? Przy takiej organizacji ligi to tym bardziej pokazuje, jak zasłużyliśmy na ten awans. Do tego najmniej porażek, łącznie tylko 17 straconych bramek. Sądzę, że gdyby nie ta presja na wiosnę, którą sami sobie wytworzyliśmy, to bilans byłby jeszcze lepszy. W drugiej rundzie tworzyliśmy dużo więcej okazji podbramkowych. Z Polkowicami na jesień wygraliśmy 5:0, a w meczu z Calisią na wiosnę stworzyliśmy sobie dwa razy więcej sytuacji do strzelenia bramki, a skończyło się na remisie 1:1. Widać tu, co presja i nerwy potrafią zrobić.
 
Podsumowując wasz sezon w jednym z tekstów napisałem, że decydujący o losach awansu był wiosenny "dwumecz": najpierw wygrany 1:0 z Górnikiem Wałbrzych, a następnie 2:1 z Zagłębiem Sosnowiec. Trener Mamrot zgodzi się z tą teorią?
- Nie dwa, a trzy mecze. Dołożyłbym spotkanie z Błękitnymi w Stargardzie Szczecińskim, który zagraliśmy przed derbami z Wałbrzychem. Jak się popatrzy na tabele wiosny, to jest to zespół, który zajął pierwsze miejsce. A my tam wygraliśmy. To było dla nas ważne przełamanie. Później przytrafił się mecz z Górnikiem Wałbrzych, gdzie jedyny raz wyglądaliśmy słabiej fizycznie od rywala. Nie wiem czym mogło być to spowodowane. Może faktem, że mieliśmy trzy dni wcześniej daleki wyjazd?
 
Swoją drogą Górnik zagrał wówczas najlepszy mecz w rundzie wiosennej.
- Tak, tak, ja rywalowi nic nie odbieram. Zresztą w rozmowie z innymi trenerami wszyscy podkreślali, że Górnik rozegrał najlepszy mecz w rundzie właśnie w Głogowie. To spotkanie to po prostu nie była nasza gra. Co ciekawe jednak... trzy dni później wyglądaliśmy już zupełnie inaczej w pojedynku z Zagłębiem Sosnowiec. W tamtym meczu i to jeszcze na ich terenie rozegraliśmy kapitalne zawody.
 
Choć po spotkaniu padały określenia, że jednak dopisało wam nieco pogodowego szczęścia. Ulewa sprzyja bowiem bardziej grze defensywnej.
- Powiem inaczej. Po bramce na 2:1 dla nas rozpętała się niesamowita ulewa. Wtedy faktycznie dużo łatwiej ma drużyna, która się broni. Ktoś jednak ten wynik musiał wcześniej wywalczyć, samo się to nie zrobiło. Zresztą w mojej perspektywy obok Chrobrego to właśnie Zagłębie Sosnowiec było zespołem, który najbardziej mi się podobał od strony piłkarskiej. W tamtym meczu zagraliśmy najlepiej w rundzie wiosennej. I pod względem odpowiedzialności, i taktyki, i dojrzałości drużyny. Dostaliśmy bramkę w drugiej minucie i powinniśmy się już nie podnieść. Do tego niesamowity tumult, całe trybuny były za Zagłębiem. My jednak "na spokoju" zrobiliśmy swoje, dając radość sobie i naszej grupce kibiców, którzy byli także w Sosnowcu. Chciałbym, żeby mój zespół zawsze grał tak dojrzale, jak w tamtym meczu.
 
Sezon 2013/14 to już jednak historia. Czy mając zachowany w pełni obecny skład, Chrobry miałby szansę na spokojne utrzymanie w I lidze?
- Myślę, że moglibyśmy pograć o utrzymanie w tym składzie. Z założeniem, że omijałyby nas ciężkie kontuzje i duża liczba kartek. Jeśli jednak ci chłopcy chcą się rozwijać, to muszą się pojawić piłkarze, którzy ich do tego zmuszą. Nawet wygrają z nimi rywalizację, bo z tym też obecni zawodnicy muszą się liczyć. Stagnacja jest bowiem najgorsza i może usypiać. Aczkolwiek szacunek dla mojej drużyny, że wiosną mimo niezbyt dużej rywalizacji, na żadnym treningu się nie obijali i nie odpuszczali ani na moment. Wiadomo bowiem jak to jest. Jedni potrzebują konkurencji o miejsce w zespole, inni niekoniecznie. Sądzę, że po to też będą te letnie transfery. Każda ze stron na tym powinna zyskać.
 
Pierwsza liga to będzie duży przeskok poziomowy? Jest duża różnica?
- Czołówka to na pewno jest różnica. Sparingi może nie są super mocnym argumentem, ale inaczej wyglądała nasza gra ze Stomilem Olsztyn, a inaczej np. z GKS Katowice. Widać było różnicę na korzyść tych drużyn z wyższych pozycji w hierarchii 1. ligi.
 
Na ekstraklasowym zapleczu potrzeba będzie prawdziwych liderów zespołu. Trener Mamrot sądzi, że da się przenieść układ sił w drużynie z drugo- na pierwszoligowe pole?
- Ja wierzę, że to da się przenieść. Potencjał Łukasza Szczepaniaka, Damiana Sędziaka, czy Karola Danielaka daje mi powody do myślenia, że oni mogą zrobić różnicę jedną akcją w meczu już na zapleczu ekstraklasy. Do tego Krzysiek Ulatowski, który wiele lat grał w najwyższych klasach rozgrywkowych i nadal prezentuje bardzo wysoki poziom sportowy. Nie zapominajmy bowiem o ludziach grających z tyłu. Mało się mówi w Głogowie o Adamie Samcu, a to przez trzy lata jest nasz terminator. Tyle meczów ile on zagrał na wysokim, równym poziomie – to szacunek dla Adama wielki.
 
Skoro jesteśmy przy wielkości… Rekord kibicowskiego wyjazdu Chrobrego na którymś z pierwszoligowych meczów derbowych pewnie zostanie pobity.
- Ja myślę, że kibicowski rekord zostanie pobity, jak będziemy jechać do Lubina. Wiadomo, z Miedzią to też są wielkie derby, ale były już wiele razy, nawet w ostatnich latach. A tu z Lubinem, gdzie wszyscy się teraz uaktywnili, że ostatnia okazja była 30 lat temu. W momencie kiedy KGHM wszedł do Zagłębia, to nie było takiego meczu na poziomie ligowym. Ja już sobie wyobrażam, jak kapitalna będzie atmosfera z jednej strony, a jak... duża będzie presja nad tymi dwoma spotkaniami.
 
Dodatkowo nie zabraknie prawdziwych "wycieczek krajoznawczych". Na niektóre wyprawy trzeba się będzie wybrać spokojnie z… tygodniowym wyprzedzeniem.
- Pół żartem pół serio można powiedzieć, że do takich Suwałk faktycznie już tydzień wcześniej wyjedziemy (śmiech). Musimy być jednak na to przygotowani, zarówno od strony sportowej, jak i organizacyjnej, bo koszty rosną. Mam nadzieję, że niewiele będzie takich sytuacji, że trafią się mecze co trzy dni i nagle w środę jedziemy na Suwalszczyznę, a w sobotę gramy mecz u siebie, kiedy w domach jesteśmy w czwartek rano. Organizmy to odczuwają. To jednak nasz zawód i do tego dążyliśmy. Nie ma co narzekać. Mamy co chcieliśmy.
 
Odchodząc od tematu Chrobrego, chyba żal tego, co dzieje się z Polonią Trzebnica, która jest tak bliska pańskiemu sercu. Mam tu na myśli wyniki w sezonie 2013/14.
- Poza wynikami Chrobrego, naszymi meczami, to nie ukrywam, że pierwsze telefony wykonuję zawsze do Trzebnicy. Jest wielu piłkarzy, których wiele lat prowadziłem: Sławek Kołodziej, Krzysiek Suchecki, Darek Zalewski, do tego prezes Bucki. Szkoda, bo jak ja byłem trenerem Polonii, to nie mieliśmy na czym grać. Teraz mają kapitalne boisko. Byłem w szoku, bo poziom murawy, jak w Głogowie. Szkoda by było, żeby taki obiekt był w IV lidze i Polonia spadła. Duży sentyment mam do tego klubu. Trzeba się tym nawet chwalić. Nie rozumiem ludzi, którzy gdzieś wyjadą i zapominają o swoich korzeniach. Nie wiem dlaczego.
 
Zostawmy z boku wątki sportowe. Trener Mamrot znajdzie czas na trochę odpoczynku i relaksu?
- Oczywiście. Takowy odpoczynek, jakiś wyjazd, musi być. Człowiek nie jest maszyną.
 
Kierunek wyprawy?
- Nasze góry, gdzie jest czym oddychać, jest też cisza...
 
Ale przecież na dniach startuje mundial…
- Nie no nie da rady się wyłączyć... Mecz otwarcia trzeba zobaczyć (śmiech). Ale to wieczorem już po całodniowych spacerach i zdobywaniu tych naszych szczytów górskich. Na szczęście w górach też nie zawsze jest wszędzie zasięg, co jest dodatkowym atutem (śmiech).
 
Faworyt do zwycięstwa w oczach trenera Mamrota? Obstawiam, że Hiszpania ze względu na znaną sympatię do FC Barcelona.
- Na pewno lubię Hiszpanię, jestem zwolennikiem ich grania. Ale czy na tym mundialu powalczą? Ta drużyna i piłkarze wygrali już właściwie wszystko, począwszy od rozgrywek klubowych, po MŚ i ME. Sam jestem ciekaw, jak u tak doświadczonych piłkarzy wygląda motywacja. A poza tym chyba żadna europejska drużyna nie wygrała mundialu w Ameryce?
 
Zgadza się.
- Właśnie. To niby tylko statystyka i historia, ale coś mówi. Na pewno będę  kibicował Hiszpanii, ale jak mam być szczery, to nie wierzę, że obronią tytuł mistrzowski.
 

Rozmawiał
MACIEJ PIASECKI
Dolnośląski tygodnik „Słowo Sportowe”

Tagi

ireneusz mamrot    wywiad   

Chrobry TV




więcej

Sponsorzy

100% akcji Spółki

Sponsor Premium

Partner techniczny

Business Club Platynowy

Business Club Złoty


Business Club Srebrny

Business Club Brązowy

Sponsorzy ligi

Przyjaciele

Patronat Medialny

#
#