POLITYKA PRYWATNOŚCI CHROBRY-GLOGOW.PL


W ramach naszego serwisu internetowego stosujemy pliki cookies.
Szczegółowe informacje dotyczące stosowania cookies dostępne są w "Polityce prywatności".

X
Herb Chrobry

chrobry głogów S.A.Strona oficjalna

SKLEP
Dzisiaj jest03.12.2021
facebook_glogów glogów_twitter glogów_youtube glogów_instagram glogów_mah glogów_mok

Mamrot: mogę być jeszcze dłużej

10.06.2015 Autor: ŁJ Źródło: własne


- Każdy ma marzenia, a moim jest praca w ekstraklasie. Cieszę się jednak z obecności w Chrobrym i z tego, co mam. Dlaczego - jeśli będzie wola klubu - miałbym nie zostać w Głogowie jeszcze dłużej? - powiedział pytająco sumujący sezon i swoją już 4.5-letnią pracę na rzecz Chrobrego jego trener, Ireneusz Mamrot. W 2010 roku do Głogowa przychodził jako szkoleniowiec dopiero zaczynający być powoli kojarzonym, ale w obrębie maksymalnie dwóch województw. I to tylko wśród tych, którzy spoglądają na trzecią ligę (bo obejmowała wtedy dwa województwa). Dziś o jego rekordowym jak na polskie realia stażu w jednym miejscu rozpisują się ogólnopolskie media.


Długość pracy w Chrobrym właśnie teraz zaczęła odbijać się szerszych echem w środowisku. To chyba kolejny etap, w którym pańskie nazwisko nabiera znaczenia?
Wychodzi na to, że w Polsce to nie jest normalna rzecz. Pewnie są gdzieś trenerzy, którzy pracują dłużej, ale w niższych ligach nie odbija się to szerszych echem. Co innego jeśli chodzi o poziom centralny - tu już jest jakieś wydarzenie. Nawet mówiono ostatnio, że w ekstraklasie tylko sześciu trenerów przepracowało cały sezon. I porównano do ligi francuskiej, gdzie takich szkoleniowców było, uwaga, siedemnastu. Coś niesamowitego. Wiadomo, zrobiło się o mnie głośniej, ale myślę, że to dobre dla obu stron. Także dla Chrobrego. To pokazanie, że cierpliwość się opłaca. Wszelkie zmiany przynoszą krótki efekt. Kryzys przychodzi zawsze. Zawsze. Nie ma możliwości, aby praca trenera obyła się bez niego. Stabilizacja pokazała, że można dużo osiągnąć. Porównanie do Pogoni Siedlce. Podobne budżety, ale tylko u nas jakaś stabilizacja. I my mamy utrzymanie, a Pogoń dramatycznie walczyła o baraże.

Jedynym poziomem, na którym jeszcze pan nie pracował, jest w tym momencie ekstraklasa.
W mojej przygodzie z trenerką było tak, że każdy kolejny poziom osiągałem z zespołem, z którym akurat pracowałem. Liga okręgowa, awans do czwartej, później do trzeciej, z Chrobrym do drugiej i pierwszej. Nigdy nie było propozycji z wyższej ligi, w której mógłbym pracować bez wywalczonego awansu. Każdy ma marzenia. Wydaje mi się, że moim atutem w tym przypadku jest cierpliwość. Są tacy, którzy chcieliby już być w ekstraklasie. A życie jest takie, tak się układa, że jedni pracują tam w wieku 30 lat, inni dopiero mając 50. Ja jestem zadowolony z tego, co mam. W Chrobrym dobrze mi się pracuje. Nie można zakłamywać rzeczywistości twierdząc, że wszystko jest idealnie, bo trudnych momentów nie brakowało. One jednak będą zawsze. I były w Głogowie. Ale nie ukrywam - cieszę się z obecności w tym miejscu. Myślę, że przekonało się do mnie już wiele osób. Choć nie ukrywam też, że chciałbym kiedyś znaleźć się jeszcze wyżej.

Od lat te same miejsca, w dużej części te same twarze - po 5 latach można być jeszcze zmotywowanym, a nie za bardzo przyzwyczajonym i niekiedy trochę zmęczonym?
Mam nadzieję, że nikomu się nie narażę odpowiedzią. Chciałoby się tylko, aby klub miał trochę większe możliwości. Przy tej stabilizacji, znając zespół, życzeniem są dwa, trzy wzmocnienia, ale nie w postaci zawodników, którzy przyjdą i dopiero zaczną się ogrywać. Podam przykład Damiana Piotrowskiego, który pokazał, co to wzmocnienie. Dwa, trzy takie ogniwa pozwoliłby pograć o coś więcej. Tak poza tym staram się mieć z każdym dobry kontakt, z pracownikami, innymi ludźmi. Nie zawsze to się udaje, ale nie przechodzę obok nikogo obojętnie. Wbrew mojemu znakowi zodiakalnemu zmian nie lubię.

Wśród sympatyków jest jeden taki, który w komentarzach często pisze o „naszym Fergusonie”.
(śmiech) To na pewno miłe. Szczerze, to ten, którego najbardziej cenię. Być 26 lat na tym samym poziomie i widzieć, jak jako 70-letni trener cieszy się z bramek to szok. Pod koniec jego pracy, oglądając mecz Manchesteru, wolałem, gdy kamera pokazuje nie boisko, tylko właśnie jego. Nie brakuje bardzo dobrych trenerów, nie twierdzę, że on był najlepszy, ale zdecydowanie stanowi wielką inspirację. W polskich realiach pracować tyle czasu to niemożliwe. Nawet w Chrobrym. Chciałbym jednak jeszcze zostać w Głogowie. To nie jest tak, że koniec kontraktu to koniec z mojej strony. Zawsze, jeśli ze strony klubu był sygnał, byłem za. Uczciwie też przyznam, że przez te lata spędzone w Głogowie konkretne propozycje z innych miejsc pojawiły się tylko dwie. Jeszcze wtedy, gdy byliśmy w drugiej lidze. Rozmów jednak nie podjąłem. Powiedziałem, że czuję się dobrze z tym, co mam. Trzeba jednak pamiętać, że to jest piłka i sytuacji, w której po trzech kolejkach nowego sezonu dochodzi do zmiany trenera w Głogowie nie można wykluczyć.

To teraz tych propozycji będzie pewnie więcej.
Zrobiło się głośniej, więc pewnie będzie troszeczkę większe zainteresowanie. Jednak zawsze najwięcej zależy od ludzi w klubie, w Chrobrym. Jeśli będzie chęć dalszej współpracy i będzie to dobrze wyglądało, to dlaczego nie zostać tu dłużej? Przyjdzie jednak koniec kontraktu i klub może mieć inny pomysł. Dobrze tylko, gdyby człowiek dowiedział się o tym wcześniej. Wszystko zależy od Chrobrego.

Ale skoro celem jest praca w ekstraklasie, to na kolejnych 5 lat z Chrobrym się nie zanosi.
Wiadomo, to moja prywatna ambicja. Wielu chłopaków z Chrobrego też. Uczciwie: trudno grać z Chrobrym o awans. Musiałoby wpłynąć na to wiele czynników. Decydujące są pieniądze, ale nie tylko. Nawet z mniejszym budżetem można stworzyć drużynę, która z czasem będzie gotowa do podjęcia rękawic. W drugiej lidze przecież też nie mieliśmy najwyższego budżetu, a awansowaliśmy. Graliśmy długo w podobnym składzie. W pierwszej też to możemy zrobić, jednak jest ona bardziej medialna. Zainteresowanie piłkarzami jest większe, więc nie ma szans na utrzymanie najlepszych. W każdym sezonie ktoś nam odejdzie. Ekstraklasa byłaby wielkim wydarzeniem, lecz patrząc realnie, tu dużą satysfakcję dostarczy nawet środek tabeli.

To że jest pan szkoleniowcem prawdopodobnie z najdłuższym stażem w historii klubu to kolejna statystyka?
Nie można podchodzić do tego, jak do zwykłych liczb. Wiem przecież, jakie nazwiska pracowały w Głogowie. Wielu miało później pracę w ekstraklasie. To jest coś, co powtarzam chłopakom przy kolejnym awansie czy zrealizowanym celu. Pieniądze, premie… Wszystko jest fajne i cieszy. Zaraz jednak człowiek wyjedzie i je traci. A wspomnienia, historia zostają. Mnie nie będzie w Głogowie, a ta historia o mnie przypomni. To najpiękniejsze rzeczy. Tego, jak długo tu byłem, osiągniętych wspólnie z klubem i drużyną sukcesów już nikt mi nie zabierze. Te chwile zostają na całe życie, motywują do pracy i właśnie dla nich warto to wszystko robić.

Gdy 5 lat temu zasiadał pan do pierwszej konferencji prasowej to pewnie nie myślał, że to może aż tyle potrwać.
Teraz, po czasie, już można więcej zdradzić. Mój pierwszy kontrakt był skonstruowany w taki sposób, że w przypadku niepowodzenia z Chrobrym żegnałbym się po sześciu miesiącach. Zmieniło się z czasem. Pamiętam sytuację w tej trzeciej lidze, gdy po którymś meczu zrobił się tylko punkt przewagi. Ówczesne władze, Piotr Kłak i Przemysław Bożek, wzięły mnie na bok i powiedziały: nawet, jeśli nie awansujemy, chcemy pana w Chrobrym. To było budujące. Ale nie łatwe. W walce o awans zawsze udział biorą przynajmniej dwa zespoły. Zawsze też ktoś się potknie i niekiedy ciężko to odrobić. Ostatecznie udało się i zrobiło się łatwiej. Z perspektywy czasu przyznam, że tamten awans realizowało się trudniej, niż późniejszy z drugiej do pierwszej ligi. Poza tym wtedy była wizja zanim usiadłem do tej pierwszej konferencji. Jeszcze przed pisaniem umowy powiedziano, że w ciągu dwóch lat trzeba spróbować zrobić pierwszą ligę.  

Od kilku kolejnych lat każdy następny sezon to właściwie walka o coś więcej. Na kolejny – zgodnie z tym założeniem - spodziewać się innego celu niż walki o utrzymanie?
Mówią, że drugi rok jest zawsze trudniejszy dla beniaminka, ale chcielibyśmy poprawić końcowe miejsce. Życzyłbym sobie pierwszej dziesiątki. Potrzeba jednak niezbędnej rzeczy. Musi przyjść dwóch, trzech zawodników podnoszących jakość drużyny. Nie mówię o wielkich nazwiskach z przeszłością w ekstraklasie, ale takich, które wniosą trochę doświadczenia. Zespół nie może się osłabić i dodatkowo te wzmocnienia na dwie, trzy pozycje. Przykład Chojniczanki. W ubiegłym roku utrzymała się chyba za sprawą lepszego bilansu bezpośrednich spotkań. Poszła w jakość i teraz osiągnęła wyższe miejsce z dużo większą ilością punktów. U nas nie będzie to łatwe. Nie chcę wychodzić przed szereg, ale wszystkich chyba nie zatrzymamy. Będzie trzeba dodatkowo starać się zastąpić odchodzących co najmniej takimi samymi.

Wiadomo jak jest z odbiorem. 12 miejsce w pierwszym sezonie - OK. 12 miejsce w drugim - coś jest nie tak.
Podobnie było w drugiej lidze. Dwa razy pod rząd ósme miejsce i za drugim razem dało się odczuć niezadowolenie. Nie jesteśmy jednak wyjątkiem. Pierwszy sezon po awansie w każdym miejscu to euforia i zadowolenie nawet z punktu na własnym terenie z lepszym zespołem. W następnym sezonie za taki remis można już być skrytykowanym. Wiemy o tym, dlatego powtarzam o tym podniesieniu jakości drużyny.

Weszlo.com napisało, że pracuje pan głównie z anonimami. Ci nowi, którzy mają być jakością, to już nie anonimy?
Tam chyba napisano pod tym względem, że u nas nie ma zawodników grających w ekstraklasie. Nie znaczy to jednak, że skoro ktoś nie grał wyżej, to jest słabym piłkarzem. Myślę, że w Chrobrym udowodnili, że tak nie jest. Skoro jesteśmy przy tej ekstraklasie, wcale nie muszę mieć u siebie graczy z przeszłością na wyższym poziomie. Mogą być ograni, ale na poziomie pierwszoligowym. Ta liga nie jest łatwa do gry, więc myślę o przetartych i zahartowanych w niej ludziach.

Spodziewać się odejść z podstawowego składu?
Chciałem, żeby zostali. Klub też tego chciał. Niestety, na drugoligowym poziomie różnice w wypłatach są niewielkie. Ale nie w pierwszej lidze. Liga jest mocno podzielona jeśli chodzi o finanse. Zawodnicy o tym wiedzą, mają oferty, a nie da się ukryć, że na pierwszym miejscu będą pieniądze. Ich kariery są krótkie i chcą zarobić. Na to nic nie poradzimy w momencie, gdy czyjaś oferta jest dwa razy lepsza. Liczę, że aż tyle tych ubytków nie będzie. Najbliższy czas pokaże. Jeśli nie ma podpisu pod umową, to nie mogę powiedzieć, ale według moich informacji można spodziewać się trzech, czterech odejść z podstawowego składu.

To pierwsza taka sytuacja.
Kibice zawsze martwili się, że jest osiem zmian, ale w tym gronie był tylko jeden z podstawowej jedenastki. Wtedy miało to na celu podnieść jakość. Teraz, powiedzmy sobie jasno, będziemy osłabieni i trzeba będzie uporać się z tym.

Trzon zespołu, o którym tyle powiedziano, że to podstawa ostatnich sukcesów, upadnie?
Też nie do końca. Nie chodzi o trzon sam w sobie tylko o ludzi dających nam jakość. Są tacy, którzy zakorzenili się w Głogowie niemal tak, jak ja. Michalec, Samiec, Ziemniak, Janicki, Hałambiec, Sędziak… To ten trzon. Oni wszyscy będą, a to ważne, bo mocno utożsamiają się z klubem. Mam nadzieję, że dogadamy się z Łukaszem Szczepaniakiem. Większy problem jest z tymi, którzy są nieco krócej. Pamiętajmy jednak, że większość przychodzili do nas z zamiarem pokazania się i szybkiego wybicia dalej. Wiedzieli, że przez jakiś czas będą zarabiali mniej, ale po to, żeby móc zrobić dwa kroki do przodu.

Najwięcej siwych włosów dostarczył miniony sezon czy wcześniej bywało trudniej?
Ten był takim sezonem. Pewien przełom to także 2013 rok. Okres po porażce z Górnikiem Wałbrzych, ale niech to pozostanie bez nagłośnienia i niech wiedzą tylko wtajemniczeni, co się działo. Teraz ten trud był spowodowany nie tylko walką o utrzymanie, ale też walką z kontuzjami. Zimą, zaczynając pracę nad elementami taktycznymi, widzieliśmy jakość, o której ciągle mówię. Największa, jaka tu była. I wtedy zaczęły się kłopoty ze zdrowiem. W pewnym momencie wiedzieliśmy, że nasza siła ofensywna opiera się już tylko na jednym, dwóch zawodnikach. To martwiło. Cel koniec końców zrealizowaliśmy, ale przy wszystkich zdrowych zawodnikach ten zespół mógł grać dużo lepiej. Wciąż o tym mówimy między sobą. Większa rywalizacja. Podstawa. Nie ujmuję jednak ambicji tym grającym, bo przecież tą ambicją się utrzymaliśmy. Znam historię, statystyki. Wiedzieliśmy, że Głogów 17 lat czekał na pierwszą ligę i nie chcieliśmy, aby praca tylu ludzi przez tyle lat w jeden rok poszła na marne. Był  więc stres. Uważam, że po spadku byłby problem z powrotem. Nie utrzymalibyśmy wielu zawodników. Trzeba byłoby budować wszystko od nowa.

Jak zapytam czy miał pan chwile zwątpienia i odpowie, że nie, to trochę trudno uwierzyć.
Był taki moment, gdy jechaliśmy do Siedlec. Nie później, ale właśnie przed meczem z Pogonią, gdy do autokaru nie wsiadło siedmiu ludzi. Wygraliśmy i złapaliśmy naprawdę głęboki oddech. Zrobił się lekki komfort. Wiedzieliśmy, że kontuzjowani częściowo z czasem wrócą i w decydujących momentach pomogą. Pomogli.  

To po takich meczach, jak z Olimpią Grudziądz i GKS-em Katowice spokojnie wracał pan do domu i kładł się spać z myślą „spokojnie, przecież lada moment wygramy”.
Dołożyłbym jeszcze mecz ze Stomilem i to najbardziej bolący fakt. Analizując je wszystkie, patrząc na grę, powinniśmy zdobyć siedem punktów. A mieliśmy jeden. Zachwiała się wtedy pewność drużyny, bo po dobrych meczach nie punktowaliśmy. Zwłaszcza po spotkaniu z GKS-em nie wracałem do domu spokojnie. W klubie zaczynało się głośniej mówić o pewnych rzeczach. Ludzi bali się, że jednak się nie uda. Czuło się nerwowość. Bolały tylko niektóre opinie, jak te po Katowicach, bo pierwsza połowa w tym meczu była jedną z lepszych w rundzie. Nie przypominam sobie, kiedy aż tak utrzymywaliśmy się przy piłce. Wszystko zmieniła stracona bramka. Nie spałem więc spokojnie, ale z drugiej strony widziałem - mimo kadrowych kłopotów zespołu - jego jakość.

Przyszedł kluczowy mecz w Ząbkach i od niego ruszyło. Ktoś musiał, przysłowiowo, rozbić szybę w szatni czy wszystko ogarniano stonowaną rozmową?
I po raz kolejny posłużę się analizą. Tak naprawdę on niewiele różnił się od tych trzech wspomnianych. Może tylko jednym: wykorzystaniem sytuacji. Wiele osób odebrało to w ten sposób, że drużynie towarzyszyło większe zaangażowanie. My patrzymy na to z innej strony. Jasne, piłkarze stanęli na wysokości zadania, ale ich dobrą grę widzieliśmy już wcześniej. Nawet szczęście tego dnia dopisało, czego nie było wcześniej. Akurat wróciło w najważniejszym momencie. Czerwona kartka, po chwili Sławek Janicki broni karnego, a gdyby tego nie zrobił, pewnie dziś byśmy nie rozmawiali.

Ludzie mówili o determinacji widząc, przykładowo, Krzyśka Ziemniaka, który utracie bramki zapobiegł wiedząc, że to wiąże się z czerwoną kartką.

To ułamek sekundy na podjęcie decyzji. Gdyby odpuścił, mógł paść gol. Pewnie determinacja zrobiła swoje, zależało mu, ale jednak mam nadzieję na jego większe szczęście w kolejnej rundzie. Po trzech czerwonych kartkach w jednej rundzie wychodzi, że to brutalnie grający zawodnik, a przecież dwie z nich pokazano po faulach taktycznych.

Może taki trudny moment, postawienie pod ścianą było potrzebne, aby drużyna zebrała się w sobie i dała z siebie absolutny maks?

Nie chcę już wracać do tego, o czym mówiłem, że wtedy, od jakiegoś czasu, graliśmy dobrze. Może jednak coś w tym jest. Zastanawiałem się po tym, analizowałem to wszystko głębiej. Czy czegoś nie zabrakło - tego jednego bodźca więcej, przysłowiowego, ostatniego klepnięcia. Po meczach często jest tak, że myśl o kolejnym widać na treningach we wtorek, może w środę. Do tego dnia żyją tym, co było. A przed Dolcanem mówiono o tym rywalu już w poniedziałek. Już wtedy było widać nastawienie na najbliższe spotkanie. Może to ten wstrząs? Czas pokazuje, że tak, choć już się nie dowiemy, co byłoby, gdyby nie on.

Wypominano ciągłe kontuzje. Nie chodzi o te na początku, ale w trakcie ligi.
Mocno to analizujemy. W drugiej lidze nie mieliśmy właściwie żadnych kontuzji i okres przygotowawczy był trochę inny. Teraz nie na wszystkie mieliśmy jednak wpływ. Szczepaniak i Ilków-Gołąb to mechaniczne urazy. Co innego z resztą. Sędziak, Kościelniak… Mocno się zastanawiamy skąd to się wzięło. Szybkościowcy zawsze są bardziej narażeni. Być może trochę trzeba było im w pewnym momencie odpuścić? Mamy swoje przemyślenia, wyciągnęliśmy wnioski, ale publicznie nie chciałbym o nich mówić. Sami to musimy rozpracować.

A wzmocnienia przed rundą? Taki Damian Byrtek świetnie się obronił, ale najwięcej oczekiwano po Mateuszu Prusu, a znalazł się w cieniu.
Każdy z pozyskanych chłopaków gra. Na wyższym poziomie ponad pięćdziesiąt procent trafnych transferów to ocena bardzo pozytywna. Nigdy nie będzie tak, że przyjdzie pięciu i z pięciu będziemy bardzo zadowoleni. Co do Mateusza… facet o bardzo wysokich umiejętnościach. Patrząc na człowieka w treningu, jak broni, widać, że jego wcześniejsza obecność na wyższym poziomie nie jest przypadkowa. Nie bronił jednak długo i wydaje mi się, że zdecydował brak ogrania. Gdyby była sytuacja, że Mateusz mógłby zostać tu dłużej, na pewno powalczyłby o miejsce. Taka jest piłka, ktoś jest gwiazdą w jednym, wielkim klubie, a w innym nie odpala. Sam Mateusz powiedział, że to pierwszy klub, w którym mu się nie udało. Gdyby jednak ktoś do mnie zadzwonił i zapytał, bez zawahania bym go polecił.

Czy istnieje notes z listą nazwisk widzianych w Chrobrym?
Jest taki notes. Trudno będzie o zawodników z pierwszej ligi. Jest z drugiej, z którym rozmawiamy i jesteśmy blisko finalizacji. Chcielibyśmy na początek okresu przygotowawczego mieć osiemdziesiąt, dziewięćdziesiąt procent kadry. Są różne nazwiska. Mam nadzieję, że się dogadamy.

Teraz wyłącza pan telefon, znika i wraca za 3 tygodnie?
Przez tydzień spróbuję się od tego odciąć, ale pewnie się nie uda i nie zabraknie telefonów. Jak zawsze. W Chrobrym jeszcze nigdy nie udało się zupełnie spokojnie przejść przez letni okres urlopowy. Nie jest tak, że nagle wczoraj zaczęto rozmawiać, bo rozmawia się z kandydatami od dwóch, trzech tygodni. Nie są to jednak łatwe rozmowy, dlatego wszystko się ciągnie. Moje marzenie to pojechać z rodziną mając wszystkie sprawy dopięte, ale to pozostało tylko marzeniem. Telefonu nie wyłączam. Żona nie będzie zadowolona, ale nie ma wyjścia.

Tagi

ireneusz mamrot    wywiad   

Chrobry TV




więcej

Sponsorzy

100% akcji Spółki

Sponsor Premium

Partner techniczny

Business Club Platynowy

Business Club Złoty


Business Club Srebrny

Business Club Brązowy

Sponsorzy ligi

Przyjaciele

Patronat Medialny

#
#